|
Pasja podróżowania jest bliska dla wielu ludzi. Najczęściej wszyscy wybierają się w miejsca, w które są dobrze poznane, popularne wśród turystów, odznaczające się ponadprzeciętnymi wartościami kulturowymi czy zabytkowymi. Mnie jednak wyprawy do miejsc powszechnie uważanych za piękne nie dają przyjemności i nie dostarczają dostatecznej dozy adrenaliny. Znacznie ciekawsze jest docieranie do miejsc, w które przeciętny turysta nie zagląda i nie widzi takiej potrzeby. Do tego typu atrakcji zaliczam opuszczone miejsca, o których wiele osób zapomniało, a dla reszty są to niestety tylko “zwykłe rudery”. Są to stare budynki, fabryki, kamienice, czy też inne budowle, które w przeszłości (często nawet niezbyt odległej) stanowiły obiekty użyteczności publicznej. Kiedyś każde z nich tętniło życiem, przewijało się przez nie wielu ludzi, każdy w okolicy znał je, pracował tam, mieszkał, lub odwiedzał od czasu do czasu. Teraz z niegdyś kwitnących miejsc pozostały gołe ściany, walające się przedmioty, wybite szyby i hulający wiatr. Po wielu takich budynkach zostały jednak często jedynie fundamenty z resztkami cegieł budującymi jeszcze nie do końca zawalone ściany. Niestety, coraz więcej takich widoków można spotkać podróżując w poszukiwaniu takich miejsc. Jednak mimo to wciąż potrafią one wywołać niezapomniane wrażenie i oddziaływać na wyobraźnię.
Moja pasja związana z exploracją opuszczonych miejsc trwa wiele lat, jednak na początku nie utrwalałem wypraw na fotografiach. Tabliczki z napisami typu “zakaz wstępu, budynek grozi zawaleniem” interpretuję jako zaproszenie do wejścia i zrobienia ciekawych zdjęć, a fotografuję lustrzanką Sony A700 z obiektywem Sigma 28-105mm i 18-70mm oraz cyfrówką Panasonic FZ8, a gdzieś na dnie szafy leży lustrzanka analogowa Practica Nova z 1967 roku, z obiektywem 50mm, lecz fotografuję nią bardzo rzadko. Na stronę wstawiam zdjęcia tylko z najciekawszych miejsc, które odwiedziłem. |
![]() |



